Szkoła po szwedzku

studenci

Zdjęcie: bjaglin

Dzieci rozpoczynają naukę w wieku 7 lat. Dziewięcioletnia szkoła podstawowa podzielona jest na trzy etapy: klasy 1-3 (lågstadium), klasy 4-6 (mellanstadium) i klasy 7-9 (högstadium). Po podstawówce kontynuuje się naukę w szkole średniej, gdzie można wybrać wśród 17 różnych kierunków. Na podstawie ocen w szkole średniej ubiega się o przyjęcie na studia wyższe. Studia w Szwecji są bezpłatne, każdy student ma prawo do otrzymania stypendium do maksymalnej wysokości około 2500 koron miesięcznie. Poza tym można ubiegać się o pożyczkę do 5 000 koron miesięcznie. Uzyskanie stypendium i pożyczki zależy od dochodów studenta.

Od 10 lat pracuję jako nauczycielka angielskiego i niemieckiego w gimnazjum, jestem więc wtajemniczona w system szwedzkiego szkolnictwa. Moja opinia na ten temat nie jest zbyt pozytywna, chociaż przykro mi krytykować instytucję, która mnie karmi, ale staram się być w moich opiniach obiektywna. Dyskusje o szwedzkiej szkole – podobnie chyba jak dzieje się to w Polsce – nigdy nie ustają. Powoływane są różne grupy robocze w celu naprawy sytuacji, ale nie widać żadnych rezultatów ich pracy.

W moich oczach poziom nauczania jest coraz gorszy. Przyczyn takiego stanu jest, jak zwykle, co najmniej kilka.

Zacznę może od zagadnienia dobrobytu. Już któreś z kolei pokolenie Szwedów nie potrzebuje się zbytnio wysilać, by dobrze żyć. Dzieci widzą, że ich rodziców stać prawie na wszystko. Nie trzeba być lekarzem, aby mieć i dom, i samochód, i kupować wszystkie nowości na rynku. Po wieloletnich studiach nie zarabia się specjalnie więcj niż będąc mechanikiem czy budowlańcem.

Inną przyczyną slabości szwedzkiego systemu edukacji jest lenistwo charakteryzujące społeczeństwo dobrobytu. Przedmioty takie jak matematyka, fizyka, biologia, język niemiecki czy francuski nie są popularne, gdyż wymagają dużego wkładu pracy. Tymczasem wszyscy uczniowie gimnazjów mają zapewnione miejsca w szkole średniej, nawet ci, którzy tak naprawdę nie powinni się tam znaleźć z powodu – delikatnie mówiąc – niskiego poziomu naukowego. Po co więc się wysilać?

Na studia w Szwecji nie ma egzaminów wstępnych, a chętnych przyjmuje się na podstawie ocen ze szkoły średniej. Ocenami tymi można nieźle manipulować wybierając łatwe przedmioty np. taniec czy śpiew w chórze zamiast nauk ścisłych i języków. Wybór przedmiotów w szkole średniej przekazany jest w dużej mierze w ręce uczniów. System ten różni się bardzo od polskiego.

Studenci kierunków pedagogicznych uczą się kleić i malować zamiast zajmować się poszerzaniem swoich wiadomości. Przyczynia się to w dużej mierze do tego, że uczniowie klas 7-9, z którymi mam do czynienia, oczekują przede wszystkim wesołej nauki i oglądania filmów!

Nic więc dziwnego, że poziom edukacji w szwedzkiej szkole jest ogólnie niski. Uczniowie z gimnazjum, którzy nie potrafią dodawać i mnożyć bez kalkulatorka to normalka. Nie mówiąc już o procentach czy pojęciach gramatycznych jak podmiot, orzeczenie, przysłówek. Większość młodzieży siedzi przy komputerze lub zajmuje się czasami jakimś sportem. A jeśli już coś trenują to nauczyciel powinien zrozumieć, że nie mają czasu na takie głupoty jak prace domowe.

Pogląd, iż dzieci są maksymalnie zestresowane i nie mają czasu na odrabianie lekcji (z powodu innych zajęć jak np. jazda konna, taniec czy piłka nożna) szerzy się obecnie wśród samych nauczycieli. Jest to tym bardziej przerażające, że przeciętny uczeń gimnazjum przyznaje, że na odrabianie lekcji przeznacza okolo 10-15 minut dziennie…

Coraz niższy poziom nauczania wynika też z tego, że myślą przewodnią systemu jest bezwzględne pomaganie uczniom najsłabszym. Szkoła musi zrobić wszystko, by zapewnić im zaliczenie ze wszystkich przedmiotów. Rodzice oficjalnie nie mają żadnych obowiązków w związku z nauką dzieci: tylko szkoła ma obowiązek ich kształcenia. Nic więc dziwnego, że całkiem zapomina się o uczniach ambitnych i zdolnych. System taki absolutnie nie przyczynia się do podniesienia poziomu edukacji i zapewnienia nauczaniu należnego mu statusu.

Muszę tu poruszyć jeszcze jedną kwestię: dlaczego w tak bogatym kraju nie są organizowane zajęcia pozalekcyjne? Budynki szkolne po godzinie 18. świecą pustkami. Dlaczego gmin nie stać na organizowanie kółek zainteresowań? Jestem przekonana, że szkoły tętniłyby wieczorami życiem, tak jak w latach 60. czy 70. w Polsce. Uczniowie ambitni mieliby nareszcie szansę pogłębienia swych wiadomości. Obecnie ogromna większość szwedzkich nastolatków skazana jest na siedzenie przy komputerze lub chodzenie bez celu i wywoływania bijatyk i kłótni.

Strona internetowa naszej szkoły przeżywa zwykle śmiertelne konwulsje, nie mamy własnej gazetki, ściany szkoły świecą pustkami tam, gdzie uczniowie mogliby własnoręcznie przyczynić się do ich udekorowania.

Uczniowie we wszystkich szwedzkich szkołach podstawowych i średnich bezpłatnie korzystają z podręczników, otrzymują zeszyty, ołówki, gumki, kredki, farby, wycinanki i wszystki inne rzeczy. Poza tym codziennie jedzą bezpłatne obiady, przy czym istnieje specjalne menu dla wegatarian, weganów i osób alergicznych.